Rozmowy świąteczne

Święta, święta i po świętach. Niestety tak to już bywa; czas nieubłaganie biegnie dalej, a my jesteśmy starsi o kolejne święta. I chociaż miło tak posiedzieć i powspominać, jak każdy dorzuci po trochę wspomnień, okazuje się, że pamięć jakaś taka strasznie ulotna i wiele rzeczy już się nie pamięta. Jak to możliwe? Przecież wcale jakoś wyjątkowo dużo tego nie było… Nie żyję jeszcze 80 lat, żeby mieć problemy z pamięcią i wiele faktów do zapamiętania. Teraz wiele rzeczy można sobie przypomnieć dzięki zdjęciom. Kiedyś się ich tyle nie robiło, bo albo klisz na rynku akurat nie było, albo – jeśli już były – to o ograniczonej pojemności. Co ciekawe, niestety więcej „wtop” się pamięta niż ciekawych historyjek. No ale pozbieraliśmy ich trochę i teraz dopiero można dostrzec różnicę między tym co jest teraz i jak się teraz żyje, a tym co – jak się wydawało – było całkiem niedawno. Co prawda nie było wtedy gadżetów, komputerów, nie nocowało się na wakacjach w hotelach, ale życie było jakieś takie łatwiejsze, przyjemniejsze, bardziej interesujące. Można powspominać „akcje” z przyjaciółmi, wspólne zabawy, wyjazdy pod namioty, spanie w szopach na sianie, bo szczytem marzeń były jakieś tanie domki holenderskie, do których jednak nigdy nie trafialiśmy, bo pole namiotowe było tańsze, więc można było dłużej zabawić; no chyba, że się jechało z rodzicami na wczasy do jakiegoś ośrodka z zakładu pracy, to wtedy i owszem nocowało się w domkach holenderskich albo kempingowych. Swoją drogą ciekawe co będą wspominać nasze dzieci… To, że mnóstwo czasu spędzali w domu przed kompem, że jak już byli na podwórku, to na placu zabaw (który jak widzę niszczy kreatywność w zabawach), że mieli to co chcieli: rolki, hulajnogi, łyżwy, rowery, choć rzadko kiedy z tego korzystali; że rodzice na siłę musieli ich na podwórko wyganiać. Smutne takie dzieciństwo. Nic się nie dzieje. Jedyny plus to ten, że nie będzie im przykro, że o czymś zapomnieli.