Przed świętami

Oj, przykre będą to święta dla wielu osób na Dolnym Śląsku. Zmroziła mnie ostatnio wiadomość o zawaleniu się kamienicy w Świebodzicach. Mam w tym miasteczku kilku znajomych, więc nie jest było to dla mnie tak… anonimowe, czy nie wiem jak to określić, jak wtedy, gdy w informacjach słyszysz czy czytasz o jakiejś tragedii, która się wydarzyła na drugim końcu świata czy Polski. Wtedy myślisz sobie: „biedni ludzie”, albo „co się na tym świecie dzieje” i – nie ukrywajmy – przechodzisz nad tą informacją dalej. Zresztą na szczęście. Gdyby człowiek miał się przejmować wszystkimi tragediami, jakie się zdarzają, już dawno by zwariował. Tym niemniej, czasem zdarza się taka, która bardziej nas dotknie. I tak mnie jakoś bardziej dotknęło zawalenie się kamienicy w Świebodzicach. To jest niestety ten minus i to ryzyko mieszkania w domach wielorodzinnych. Ryzyko, co prawda, jak pokazują statystyki niewielkie, ale jednak w jakimś tam stopniu ma na nas wpływ to co się dzieje u sąsiadów…

Mimo wszystko, gdyby miało mnie tu już nie być przed świętami, bo trochę zajęć mi zostało, życzę Wam, żeby były one szczęśliwe i zdrowe. No i jeszcze tego, by były przynajmniej tak ciepłe jak dzisiejszy dzień. Niestety w pogodzie straszą pogorszeniem pogody i to już od jutra. Więc pewnie powtórzy się scenariusz przerabiany od kilku lat, czyli piękna Niedziela Palmowa i zimna Wielkanoc. Byłoby szkoda, ale na to akurat nic nie poradzimy.

Wesołych Świąt.

Wiosna w ogrodzie

No dobra, z dnia na dzień jest coraz zimniej, dopadł mnie katar, ale nie zmienia to faktu, że mamy wiosnę 🙂 I choćbym miała zmarznąć na kość, do zimowej kurtki ani płaszcza nie wrócę.

W zeszły weekend, stwierdziwszy – jak co roku – że mam za mało kwiatów, wybrałam się najpierw do ogrodniczego, a później do marketu budowlano – ogrodniczego. W typowym ogrodniczym najwidoczniej zaspali, bo asortymentu było jeszcze niewiele, a ten, który był, był słabo opisany. Znaczy na wielu kwiatach, krzewach i drzewkach nie było napisane co to takiego, kiedy kwitnie, do jakiej wysokości dorasta (co jest dla mnie mega ważne), no i ile kosztuje (jak by nie patrzeć, też ważna informacja). Po kilkukrotnym bieganiu za sprzedawcą, znudziła mi się ta zabawa, zwłaszcza, że ceny mają tam całkiem wysokie. Pojechałam do marketu, gdzie kupiłam bukszpan, trzy róże, 6 rodzajów kwiatów „cebulkowych”, łubin (który od dawna mi się marzył), trawę ozdobną i ziemię. Kiedy miałam już napakowany koszyk, tak że trudno mi się nim lawirowało pomiędzy półkami, zadzwonił mój niezawodny Ukochany i poprosił, żebym mu kupiła frezy trzpieniowe, skoro już tam jestem. Pierwsza reakcja: jasne, ale co to jest i gdzie to znajdę? I owszem, wytłumaczył, nawet linka podesłał, choć tak naprawdę pomógł mi miły pracownik, który ujrzawszy kobietę na „męskim” dziale, błąkającą się zapewne z głupim wyrazem twarzy, pomógł znaleźć ustrojstwo. A wracając stamtąd w stronę wózka z kwiatami, znalazłam jeszcze fajne, wielkie doniczki, w które postanowiłam wsadzić drzewka, które przy tej okazji też kupiłam… Nie muszę chyba nawet wspominać, że ostatecznie miałam niemały problem, żeby to wszystko wpakować do samochodu. No i od razu trzeba go było odkurzyć, bo się ziemi nasypało, zwłaszcza z przechylonych drzewek, mimo zabezpieczenia folią. Na szczęście, z wypakowaniem nie było problemu, bo za kupno frezów należał się rewanż 😉 Co prawda były mu potrzebne do odnowienia mojej ulubionej szafeczki, ale zlecenie jest zleceniem.

Przed ochłodzeniem zdążyłam wszystko posadzić, a teraz odpada mi podlewanie… To tak w ramach szukania pozytywów „przeplatania” kwietnia. Oby tylko nie okazało się, że znowu Święta Wielkanocne będą białe… Bo najbliższa niedziela już Palmowa.