Po feriach

Ferie na Dolnym Śląsku już się skończyły. Dzieciaki wróciły do szkół i powoli przyzwyczajają się do dużo wcześniejszego wstawania. Sprzyja temu też coraz dłuższy dzień. Pogoda trafiła im się w tym roku przednia. Nie trzeba było wyjeżdżać w jakieś szczególnie wysokie góry, żeby pojeździć na nartach czy sankach. Tak, ferie w tym roku były zdecydowanie zimowe.

A teraz robi się coraz cieplej. Od weekendu ma być ponad 10 stopni, więc bardzo przyzwoicie. Trzeba tylko uważać na siebie, bo podobno panuje grypa. I to taka wredna, długotrwała.

Wkrótce w naszej Wspólnocie Mieszkaniowej będzie zebranie. Obstawiam, że nic się nie zmieni, tzn. frekwencja będzie jak z kolędy, czyli mizerna, a później telefony i ploty będą krążyły w wykonaniu wiecznie niezadowolonych nieobecnych. Tak to już jest, jeśli chodzi o głosowanie: czy to w wyborach parlamentarnych, samorządowych czy choćby nad uchwałami dotyczącymi bezpośrednio naszych wydatków… Co za naród.

Nadal świątecznie

W galeriach, sklepach już dawno zapomniano o świętach, a ja u siebie nadal świętuję. Tym bardziej, że pogoda ma się zrobić bardziej zimowa, więc w końcu i klimat będzie. Choinka się wyjątkowo dobrze trzyma, ba, nawet kolędy jeszcze u nas nie było, a już się pojawiają wskazówki w tv jak się pozbyć choinki.

A południowy-zachód jeszcze tylko jutro idzie do szkoły i zaczyna ferie. Muszę przygotować jakiś plan zajęć… Kino, łyżwy, basen, może narty… ale co jeszcze???

Początek ferii

W końcu dzieciaki w naszym województwie dotrwały do ferii. Końcówka mam wrażenie była ciężka, także dlatego, że z powodu grypy i przeziębień dużo dzieciaków nie chodziło do szkoły. Z tego co widzę w dzienniku elektronicznym epidemia dopadła również nauczycieli, bo już dawno nie widziałam tylu nieobecności i zastępstw. Moje dziecko nie zdeklarowało chęci żadnego wyjazdu na zimowisko. Wychodzi więc na to, że będzie się „bujał” pomiędzy basenem, który na szczęście mamy w pobliżu, a rodziną, która też nie ma co zrobić z dzieciakami. Z rodziną przyjęliśmy zasadę „w kupie raźniej” i liczymy na to, że dzieciaki wymyślą sobie jakąś wspólną zabawę. Niekoniecznie, a nawet „nie” w sieci, ani przed telewizorem. U nas po śniegu zostało wspomnienie. Nadal trzyma jednak mróz. U rodziny śnieg nadal leży, choć z powodu opadów deszczu, które były któregoś tam dnia w zeszłym tygodniu, jest na nim warstwa zamarzniętego lodu. W czasach, kiedy sama byłam dzieckiem wszyscy by się ucieszyli, że mamy warunki idealne do wycięcia „bloków” na igloo, ale dziś to tylko przeszkoda do robienia kulek ze śniegu. Inwencja twórcza najwyraźniej słabnie w młodym pokoleniu. Plusem u rodziny jest to, że w pobliżu jest niewielki (ale jednak) orczyk prowadzący na niewielką (ale jednak) górkę, można więc spędzić trochę czasu na nartach. No i jest na tyle blisko domu, że nie muszą zabierać prowiantu na drogę, ani wykorzystywać ustawione na dworze kabiny sanitarne, tylko podskoczyć w potrzebie do domu. U nas będzie im trudniej coś wymyślić, ale jakoś damy radę. Pomyślałam sobie, że podskoczę z nimi do wrocławskiego afrykanarium, o którym znowu zrobiło się głośno na skutek uznania go za jeden z cudów świata zoologicznego, czy jakoś tak. Moje dziecię już tam było, ale kuzyni nie, a myślę, że im się spodoba. A co poza tym? Zobaczymy. Może aquapark, a może lodowisko, albo i jedno i drugie. We Wrocławiu na szczęście nie można narzekać na brak atrakcji 🙂
Miłych i bezpiecznych ferii.

Zimowy wpis

W tym roku Dolny Śląsk ma późno ferie, bo dopiero w drugiej połowie lutego… Więc dzieciaki rozpoczną nowy semestr jeszcze przed zimową przerwą. Właściwie pierwsze oceny śródroczne zostały już wystawione. Swoją drogą, ciekawe czy będzie o tej porze roku jeszcze śnieg, bo wiadomo, że część wyjeżdża na zimowiska.

Moje osobiste dziecko, kiedy usłyszało o mrozach i śnieżycach od razu nabrało nadziei na odwołanie zajęć w szkole. Te nadzieje podsyciły się jeszcze bardziej, kiedy w mediach pojawiła się informacja o odwołaniu zajęć w jakichś tam (już nie pamiętam w jakich) innych państwach. Niestety (choć w sumie na szczęście, bo świadczy to o nie najgorszej sytuacji) nadzieje te okazały się płonne. Zwłaszcza na Dolnym Śląsku nie było tak źle i żadnych zajęć nie odwołano. A dziś w ogóle jest pięknie, bo mamy błękitne niebo i cudowne słoneczko 🙂

Zima, nawet w naszym „lajtowym” wydaniu jednak wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Dziecko, które przyzwyczaiło się do dojeżdżania do szkoły na rowerze, po wywrotce na progu zwalniającym (bo przecież nie można było po śniegu jechać normalnie, trzeba było sprawdzać hamulce i driftować), teraz chodzi na piechotę. Ma to ten przykry skutek, że codziennie jest spóźniony, bez względu na to, o której wyjdzie. Po prostu snuje się do szkoły w takim tempie, że nie ma możliwości, żeby zdążył. Co potwierdza również to, że temperatura jednak nie jest zbyt niska, bo młody nie lubi marznąć i gdyby mu było zimno, obstawiam, że szybciej by dotarł.

Zastanowienia wymaga jeszcze kwestia co z nim zrobić w czasie ferii. Uparł się, że na zimowisko jechać nie chce, więc nie będę go na siłę wysyłać, choć miałabym ochotę wysłać go na jakiś obóz językowy. Ale jak nie to nie. Trzeba wymyślić coś innego, żeby nie przesiedział dwóch tygodni od rana do wieczora grając w CS…

Ostatnia plotka głosi, że jutro spadnie śnieg… znaczy więcej śniegu 🙂