Pierwsza połowa stycznia

Pierwsza połowa stycznia to u nas najpierw dość spokojny, leniwy okres – wiadomo przerwa świąteczno -noworoczna: dzieciaki w domach albo u rodziny, studenci wyjechali. Mniejsze korki; większe tylko przy galeriach, bo wyprzedaże (sic!). Teraz wszystko już wróciło na utarte tory. Ferie mamy w tym roku w drugiej połowie lutego, więc jeszcze trochę potrwa do kolejnego luzu na drogach.

Pogoda jak zazwyczaj u nas o tej porze roku, czyli zdecydowanie na plusie. Dziś np. przed 7 rano było 7 stopni… I padał deszcz. Podobnie jak wczoraj. Przydałoby nam się trochę suchego australijskiego powietrza, choć nie tak upalnego, a im nasze opady. Szkoda, że nie można się wymienić. To straszne, co się tam dzieje. W każdym bądź razie zimy u nas nie widać. Jest chyba tylko w górach i to tych najwyższych. W niższych błoto i klimaty z pogranicza późnej jesieni i przedwiośnia. Taka dość chorobotwórcza pogoda. Ale nie ma co narzekać. Nawet najdłuższa żmija przemija, więc i dla nas w końcu nastaną ładne dni.

W najbliższą niedzielę Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, czyli ogólnopolskie zbieranie kasy na cele medyczne, tym razem dla dzieciaków. Jak co roku chętnie się włączymy w akcję. Krytykom mówimy – znajdźcie sobie inne organizacje, którym możecie pomagać; jest ich sporo. My je zaakceptujemy, a Wy zaakceptujcie WOŚP i nie mówicie nam co mamy robić ze swoimi pieniędzmi, a czego nie możemy. Jesteśmy dorośli i sami podejmujemy decyzje, podobnie jak Wy. Nie chcecie, żeby inni mówili Wam co macie robić, to sami też tego nie róbcie.

Dziecko pojechało na wycieczkę. Właśnie dostałam raport, że pensjonat jest ok, śpi na dole na łóżku piętrowym 3 osobowym (uff), jest w pokoju z fajnymi kolegami (tymi, z którymi chciał być), okolica może być, mają krótką przerwę na odpoczynek i idą na obiad, a później zwiedzanie miasta. Niestety jest pochmurno i zanosi się na deszcz. Zgodnie z prognozami (oby się nie sprawdziły). Nie jest to może najlepszy czas na wycieczki, ale skoro dopiero teraz dostali zielone światło od dyrekcji, to trzeba było to wykorzystać. Zresztą w zacnym towarzystwie każdy termin jest dobry 😉

Październikowy wpis

Z mitów greckich pamiętam drastyczną historię narodzin Ateny. Pamiętacie? Zeusa bolała głowa i kazał Hefajstosowi ją rozłupać i sprawdzić przyczynę. A kiedy Hefajstos to zrobił, z głowy wyszła mu Atena – bogini mądrości… Ostatnio, zapewne przez te zmiany pogody, też bardzo często boli mnie głowa. Czasem sobie myślę, że taki Hefajstos by mi się przydał, o ile miałoby to pomóc. Wcześniej przez długi czas było wszystko w porządku, a teraz w zasadzie migrena za migreną. A do pracy trzeba chodzić, w domu wszystko zrobić, dziecku pomóc w lekcjach (na szczęście tylko niektórych). Ostatnio musiałam go spławić do Tatusia, bo robili w szkole na informatyce jakieś projekty graficzne w gimpie czy czymś takim znanym mi tylko z nazwy i ja niby miałabym mu pomóc w jakichś warstwach (cokolwiek to jest), ja – która nawet z żadnym photoshopem nie miała do czynienia. Tatuś próbował się na początku migać, że to nie jego działka i akurat tego programu nie zna, ale nie oszukujmy się – nawet jak nie ma o nim zielonego pojęcia, szybciej go ogarnie niż ja, zwłaszcza z moim bólem głowy. Musiał się więc spiąć, pogłówkować i do wszystkiego chłopaki doszli, a przy okazji Synek wie, że z pytaniami nie tylko do mamusi się leci.

W zeszłą sobotę planowaliśmy pojeździć po cmentarzach i zrobić porządek. Ale pogoda była tak cudowna, jaka jeszcze tej jesieni się nie zdarzyła, więc wybraliśmy się na spacer w górki, a wizyty na cmentarzach odłożyliśmy. Ostatecznie do Wszystkich Świętych jeszcze tydzień, zdążymy. I to był bardzo dobry pomysł. Wypoczęliśmy, dotleniliśmy się, pochodziliśmy. Zresztą mnóstwo osób wpadło na ten sam pomysł, bo tłumy były jak w długie weekendy, czemu nie ma się co dziwić, bo przez ostatni miesiąc pogoda pozwalała na spacery co najwyżej po galeriach handlowych, a ileż można.

Nawiązując do mojego poprzedniego wpisu, Dziecko się uspokoiło, bo okazało się, że jednak wolne w okresie świąteczno – noworocznym będzie, choć rzeczywiście długich weekendów w tym roku szkolnym brak.

A tymczasem zbliża się listopad, w marketach wystawiają choinki i ozdoby choinkowe, wkrótce w radio puszczą „Last Christmas” (wrrr, w listopadzie, ale już nie w styczniu), więc czas pomyśleć o prezentach, żeby się wszystko razem na głowę „nie zwaliło”. Biorąc pod uwagę to, co ostatnio najbardziej cieszy, będę szukała fajnych gier… planszowych 🙂