Inaczej niż zawsze

Zawsze wielkim plusem wakacyjnym – poza tym największym, że to sezon urlopowy – było zmniejszenie się korków na mieście i w okolicy miasta. W tym roku jest inaczej niż zawsze. Miasto nadal jest zakorkowane, a właściwie jest zakorkowane bardziej niż zwykle. Zabrano się za remont wielu kluczowych dróg i autostrady, co powoduje że Wrocław w wielu miejscach zamienił się w gigantyczny parking. Jeśli tylko mogę, chodzę wszędzie na piechotę, albo jeżdżę na rowerze. Jest zdrowiej i dużo szybciej.

A z pogodą – jak zawsze: albo chłód dużo poniżej 20 stopni, albo upały: sporo powyżej 30 stopni. Tak to już u nas bywa i chyba inaczej nie będzie.

I jeszcze jedno – ludzie chyba w większym stopniu zaczęli jeździć pociągami. Dziś odwożąc część rodziny na dworzec stwierdziłam, że pociągi są konkretnie zapchane…

A tak poza tym to cieszmy się latem…

Prawdziwa wiosna

Zawsze wiosna kojarzyła mi się z umiarkowaną temperaturą – taką w granicach od 15 do 20, ewentualnie 22 stopni. Piękna wiosna dodatkowo ze słoneczną pogodą. No i proszę, w końcu, po kilku latach wiosen bardzo zimnych lub upalnych, doczekałam się 🙂 Taki właśnie mamy kwiecień i taki ma być nadal. Pąki na drzewach już duże, pewnie w tym tygodniu cudnie się zazieleni tą pierwszą, jaśniutką, soczystą zielenią. Jest po prostu wspaniale. Wczorajszy dzień przesiedziałam spacerując i czytając książkę na ławce w parku. Czysta przyjemność. Aż chce się żyć i chce się pracować. A dziś robię rezerwację wakacyjną. Jak szaleć to szaleć 🙂

Podróże

Śmieszna sprawa: na Dolnym Śląsku szwankuje komunikacja. Szwankuje w takim sensie, że jest problem żeby dojechać w różne ciekawe miejsca komunikacją publiczną – zarówno autobusową, jak i pociągową. Można się tam dostać wyłącznie autem. A później narzekają na jakość powietrza. Przykład: na narty tylko własnym transportem: czy jest to Rzeczka, Zieleniec, okolice Lądka Zdroju czy Karpacz. Wyjątek: Szklarska Poręba (tam dojedziemy pociągiem). Ostatnio w PKP widziałam reklamę podróży kolejowych po Czechach. Ale cóż z tego, kiedy bezpośrednio nie można się dostać nawet z Wrocławia do Pragi. Wyłącznie z przesiadkami i to zwykle kilkoma. Ba, do Pragi to się nawet samolotem nie doleci, bo główny kierunek lotów to UK… A szkoda, naprawdę szkoda.

Nadal świątecznie

W galeriach, sklepach już dawno zapomniano o świętach, a ja u siebie nadal świętuję. Tym bardziej, że pogoda ma się zrobić bardziej zimowa, więc w końcu i klimat będzie. Choinka się wyjątkowo dobrze trzyma, ba, nawet kolędy jeszcze u nas nie było, a już się pojawiają wskazówki w tv jak się pozbyć choinki.

A południowy-zachód jeszcze tylko jutro idzie do szkoły i zaczyna ferie. Muszę przygotować jakiś plan zajęć… Kino, łyżwy, basen, może narty… ale co jeszcze???

Kolejny piątek

Z moich wcześniejszych wpisów wynika, że lubię pisać w piątki. Nic dziwnego, po całym tygodniu człowiek ma już ochotę odpocząć, więc kombinuje jak tu przeżyć końcówkę dnia w pracy 😉 Zresztą zwykle w piątki jakoś tak luźniej jest. Moja rada z poprzedniego postu, aby zrobić coś dla siebie i spędzić miłe popołudnie jest nadal aktualna, tym bardziej, że obecny piątek jest także cieplutki i piękny. A więc uszczęśliwmy się dzisiaj. A może przy okazji jeszcze kogoś innego… Gdyby jednak nie udało się dziś nigdzie wybrać, to może wieczorkiem, przy kompie, tablecie, smartfonie czy rozmawiając z przyjaciółką, udałoby się ustalić co robić w Andrzejki. To już za tydzień, a szkoda marnować okazji do dobrej zabawy.

W pracy, poza standardowymi czynnościami, mamy przygotowania do dużej, firmowej „urodzinowej” imprezy. Początkowo miało być tylko dla pracowników, ale zdaje się, że szefostwo postanowiło coś więcej „ugrać” przy tej okazji i sprosiło towarzystwo biznesowe. Bez względu na to kto przybędzie, zamierzam się świetnie bawić. Kieckę i buty zresztą już mam 🙂 Szykuje się też niezła uczta gastronomiczna. Widziałam menu…

Co do moich weekendowych planów, to najchętniej wybrałabym się na jakiś koncert. Najlepiej do filharmonii. Tak, zdecydowanie miałabym ochotę na trochę muzyki nie za bardzo poważnej. Sama nie wiem dlaczego muzykę klasyczną określa się mianem „poważnej”, ale nazwę tę musiał wymyślić ktoś, kto się na niej kompletnie nie zna.

A za tydzień będzie już grudzień i co tu dużo kryć, od tego dnia zaczną się naciski, żeby kupić choinkę. A ja lubię ją ubierać tradycyjnie w Wigilię…

Zrób coś po prostu dla siebie

Taką mam propozycję na dziś: zrób coś po prostu dla siebie, Człowieku. Dla swojej przyjemności, albo satysfakcji, jeśli lubisz wyzwania. Rodzina nie umrze z głodu, jeśli obiad będzie później, albo akurat dziś nie będzie go w ogóle. Pewnie zje sobie grzanki, pizzę, upichci coś albo będzie na suchym prowiancie. Nic się też nie stanie, jeśli nie umyjesz dziś auta, nie zgrabisz liści, nie będziesz ślęczał nad pracą przyniesioną do domu. Szczęśliwy człowiek jest piękniejszy – tego nie da żaden kosmetyk. 

Dziś jest naprawdę piękna pogoda (mam nadzieję, że u Was też). Trzeba to wykorzystać, bo przed nami zima. Wyjmij rower, hulajnogę, kijki, rolki, albo buty trekkingowe – w zależności od tego gdzie mieszkasz i jaką aktywność lubisz i w drogę 🙂

Ja też już kończę i sama posłucham swojej rady 🙂 Pa.

Ekscytujący początek weekendu

Najbliższy weekend na Dolnym Śląsku będzie na pewno ekscytujący. Miłośnicy kibicowania na pewno pojadą na któreś zawody The World Games czy to do Wrocławia, Świdnicy, Jelcza – Laskowic, Trzebnicy, czy na lotnisko w Szymanowie. Na pewno będzie fajnie.

Miłośnicy muzyki – tzw. poważnej, choć tak naprawdę zwykle poważna ona nie jest – będą mogli posłuchać gry na organach w kościele Św. Krzyża we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim w ramach Międzynarodowego Festiwalu Organowego Non Sola Scripta. 

Poza tym w różnych częściach Dolnego Śląska odbywa mnóstwo różnego rodzaju imprez. Tylko sprawdzać, jechać i dobrze się bawić. 🙂

A „ekscytacji” dzisiejszemu porankowi dodało także odkopanie sporej bomby z czasów II wojny światowej we Wrocławiu… Tyle lat po wojnie nadal nie wiadomo co się kryje pod ziemią…

Już czerwiec

Już czerwiec i w końcu zrobiła się ładna, stabilna pogoda. Po tej gorszej pozostały jednak „trwałe” ślady w postaci plagi komarów i ślimaków. I jedne i drugie namnożyły się jakby liczyły na 500+. Uniemożliwiają siedzenie wieczorem na świeżym powietrzu i pałaszują wszystkie rośliny w ogrodzie, poza trawą. Oczywiście, każde w ramach swojej „specjalizacji”.

W tym roku, do przyszłego wtorku mają być wystawione oceny końcowe, więc dzieciaki odpoczną dłużej niż zwykle. Zastanawiam się w związku z tym, że w końcu będą miały wolny weekend nad wyskoczeniem gdzieś w plener. Wzięlibyśmy ze sobą namiot, ewentualnie zaklepali jakiś domek holenderski nad jeziorem. Można już spokojnie popływać i poopalać się. Można też połowić ryby, jak ktoś lubi. Trochę relaksu, po wytężonej pracy zwłaszcza w ostatnich tygodniach, dobrze by nam zrobiło. Na pewno byłby to lepszy sposób spędzenia weekendu niż sprzątanie, siedzenie przed telewizorem czy granie w gierki na komputerze…

Co prawda słyszałam, że we Wrocławiu też będzie się działo, ale jakoś mam ochotę odpocząć od miasta. Tym bardziej, że czuję, że ostatnio przytyłam, więc trochę wysiłku na świeżym powietrzu i zmiana diety (polegająca na zwiększeniu odległości od kuchni i rzeczy, które można podjadać) będzie dobrym pomysłem.

W najbliższą niedzielę, będą Zielone Świątki. Pamiętam, że kiedyś tego dnia we wsi, w której mieszkał mój dziadek, wszyscy ozdabiali domy i wejścia kwiatami i gałęziami drzew, które puściły właśnie świeże zieleniutkie listki. Ciekawe czy gdzieś jeszcze jest praktykowany ten zwyczaj… W miastach i w mojej okolicy zdecydowanie nie.

No to na koniec dobra wiadomość – mamy początek sezonu truskawkowego. 🙂 W najbliższych tygodniach będzie pysznie, truskawkowo. Będą koktajle, musy, drożdżówki, pianki. 🙂 A to dodatkowy powód do zwiększenia aktywności. Będzie co spalać 😉

Przed świętami

Oj, przykre będą to święta dla wielu osób na Dolnym Śląsku. Zmroziła mnie ostatnio wiadomość o zawaleniu się kamienicy w Świebodzicach. Mam w tym miasteczku kilku znajomych, więc nie jest było to dla mnie tak… anonimowe, czy nie wiem jak to określić, jak wtedy, gdy w informacjach słyszysz czy czytasz o jakiejś tragedii, która się wydarzyła na drugim końcu świata czy Polski. Wtedy myślisz sobie: „biedni ludzie”, albo „co się na tym świecie dzieje” i – nie ukrywajmy – przechodzisz nad tą informacją dalej. Zresztą na szczęście. Gdyby człowiek miał się przejmować wszystkimi tragediami, jakie się zdarzają, już dawno by zwariował. Tym niemniej, czasem zdarza się taka, która bardziej nas dotknie. I tak mnie jakoś bardziej dotknęło zawalenie się kamienicy w Świebodzicach. To jest niestety ten minus i to ryzyko mieszkania w domach wielorodzinnych. Ryzyko, co prawda, jak pokazują statystyki niewielkie, ale jednak w jakimś tam stopniu ma na nas wpływ to co się dzieje u sąsiadów…

Mimo wszystko, gdyby miało mnie tu już nie być przed świętami, bo trochę zajęć mi zostało, życzę Wam, żeby były one szczęśliwe i zdrowe. No i jeszcze tego, by były przynajmniej tak ciepłe jak dzisiejszy dzień. Niestety w pogodzie straszą pogorszeniem pogody i to już od jutra. Więc pewnie powtórzy się scenariusz przerabiany od kilku lat, czyli piękna Niedziela Palmowa i zimna Wielkanoc. Byłoby szkoda, ale na to akurat nic nie poradzimy.

Wesołych Świąt.

Wiosna w ogrodzie

No dobra, z dnia na dzień jest coraz zimniej, dopadł mnie katar, ale nie zmienia to faktu, że mamy wiosnę 🙂 I choćbym miała zmarznąć na kość, do zimowej kurtki ani płaszcza nie wrócę.

W zeszły weekend, stwierdziwszy – jak co roku – że mam za mało kwiatów, wybrałam się najpierw do ogrodniczego, a później do marketu budowlano – ogrodniczego. W typowym ogrodniczym najwidoczniej zaspali, bo asortymentu było jeszcze niewiele, a ten, który był, był słabo opisany. Znaczy na wielu kwiatach, krzewach i drzewkach nie było napisane co to takiego, kiedy kwitnie, do jakiej wysokości dorasta (co jest dla mnie mega ważne), no i ile kosztuje (jak by nie patrzeć, też ważna informacja). Po kilkukrotnym bieganiu za sprzedawcą, znudziła mi się ta zabawa, zwłaszcza, że ceny mają tam całkiem wysokie. Pojechałam do marketu, gdzie kupiłam bukszpan, trzy róże, 6 rodzajów kwiatów „cebulkowych”, łubin (który od dawna mi się marzył), trawę ozdobną i ziemię. Kiedy miałam już napakowany koszyk, tak że trudno mi się nim lawirowało pomiędzy półkami, zadzwonił mój niezawodny Ukochany i poprosił, żebym mu kupiła frezy do tworzyw, skoro już tam jestem. Pierwsza reakcja: jasne, ale co to jest i gdzie to znajdę? I owszem, wytłumaczył, nawet linka podesłał, choć tak naprawdę pomógł mi miły pracownik, który ujrzawszy kobietę na „męskim” dziale, błąkającą się zapewne z głupim wyrazem twarzy, pomógł znaleźć ustrojstwo. A wracając stamtąd w stronę wózka z kwiatami, znalazłam jeszcze fajne, wielkie doniczki, w które postanowiłam wsadzić drzewka, które przy tej okazji też kupiłam… Nie muszę chyba nawet wspominać, że ostatecznie miałam niemały problem, żeby to wszystko wpakować do samochodu. No i od razu trzeba go było odkurzyć, bo się ziemi nasypało, zwłaszcza z przechylonych drzewek, mimo zabezpieczenia folią. Na szczęście, z wypakowaniem nie było problemu, bo za kupno frezów należał się rewanż 😉 Co prawda były mu potrzebne do odnowienia mojej ulubionej szafeczki, ale zlecenie jest zleceniem.

Przed ochłodzeniem zdążyłam wszystko posadzić, a teraz odpada mi podlewanie… To tak w ramach szukania pozytywów „przeplatania” kwietnia. Oby tylko nie okazało się, że znowu Święta Wielkanocne będą białe… Bo najbliższa niedziela już Palmowa.